niedziela, 28 grudnia 2014

Sinikka Nopola, Tiina Nopola, Rysio/Krzysio Raper i sławna Kamilla

Fiński Risto doczekał się w Polsce już dwóch imion: w tłumaczeniu Bożeny Kojro jest to Krzysio, w mającym się dopiero ukazać tłumaczeniu Magdaleny Podlaskiej – Rysio. Ja sama, przyznaję, na potrzeby artykułu o siostrach Nopolach nazwałam go Radkiem. Nazwisko i przydomek nie ulega jednak wątpliwości: Krzysio vel Rysio to Raper z prawdziwego zdarzenia. I jest to zdecydowanie mój ulubiony fiński muzyk. Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Wilga zapowiada dwa kolejne tomiki z tego cyklu.




Cykl liczy w sumie czternaście tomów, z których pierwszy ukazał się w 1997 roku, a najnowszy – w 2014. W tym czasie główny bohater nieco podrósł i zyskał rzesze czytelników. A także: widzów, bo w lutym na białym ekranie pojawi się już piąty z kolei film z Krzysiem/Rysiem Raperem w roli głównej. O popularności cyklu świadczy też adaptacja teatralna, dwa musicale i całe mnóstwo tłumaczeń: na język arabski, angielski, bułgarski, duński, japoński, litewski, łotewski, polski („Krzysio Raper i szalony komputer” w przekładzie Bożeny Kojro), słoweński, szwedzki i węgierski. W niniejszej notce parę słów na temat książki „Rysio Raper i sławna Kamilla”.


Rzecz ma miejsce w zimowej scenerii. Rysio nie ma najmniejszej ochoty na ferie zimowe w towarzystwie ciotki, która zapędza go do jazdy na nartach, tym bardziej, że jego najlepsza koleżanka wyjechała na cały tydzień do babci. Przez przypadek, w którym – nie da się ukryć – maczała ręce ciotka Regina (w tłumaczeniu Bożeny Kojro zwana Wandą), w ich mieszkaniu ląduje Kamilla, cudowne dziecko, mające przed sobą karierę piosenkarki i Bardzo Ważny Konkurs. Rodzice Kamilli wyjeżdżają do Sztokholmu po sukienkę dla małej artystki, ona zaś, w ukryciu przed wszystkimi potencjalnymi szpiegami, powinna od rana do nocy ćwiczyć.

Problem nie lada i jak zwykle u sióstr Nopola – na czasie: dorośli zapatrzeni w blichtr i dzieci, które w świecie mediów powinny jak najszybciej zrobić karierę. Regina vel Wanda z uwielbieniem komentuje każde zachowanie Kamilli, która ćwiczy, jak powinna (po włosku), je, co powinna (owoce), a nawet, o zgrozo, wychodzi z inicjatywą odkurzania. (”Jesteś za sławna, żeby odkurzać” – sprzeciwia się ciotka stanowczo). Tymczasem Rysio jest wściekły, że zabrano mu pokój, w którym na dodatek pojawiły się ohydne różowe zasłonki.

Kamilla znika, zamierza uciec do babci, ale porywają ją mężczyźni, którzy okazują się dwiema siostrami, z których jedna to akompaniatorka Viktorii (największej rywalki Kamilli) i jej pomocnica. Wszystko oczywiście kończy się dobrze, przy czym ważna okaże się współpraca ciotki Reginy, Rysia, ich niezrównanego sąsiada pana Lindberga oraz przyjaciółki Rysia, która na szczęście wcześniej wróciła od dziadków. Finał ma miejsce na konkursie: Kamilla po wielu przygodach trafia tam w ostatniej chwili i ostatecznie występuje wraz z Rysiem i jego przyjaciółką jako zespół ”Trzy Waty” – potem dołącza do nich jeszcze ”Czwarta Wata” Viktoria i cały kwartet otrzymuje główną nagrodę. Rodzice Kamilli stwierdzają, że lepiej, by Kamilla była szczęśliwa niż zmuszana do ćwiczeń, a Rysiek jest przeszczęśliwy, że zyskał nowych przyjaciół.

Morał jest prosty: lepiej razem i po swojemu niż samotnie, choć w chwale. Ale morał ten podany został w tak fajnej otoczce, że pozostaje mi tylko reklamować tę uroczą opowiastkę. Zwłaszcza w początkowych partiach książki zaśmiewałam się do rozpuku z kolejnych scenek i zabaw słownych. Regina, która cała przejęta wydzwania do sławnych rodziców sławnej dziewczynki... Rodzice Kamilli, którzy wysłuchują kolejnych opowieści na temat Ryśka (są przekonani, że ukrywający się w łazience Rysio jest mężem ich starej przyjaciółki)... Kamilla wyśpiewująca solfeże... Rewelacja!

Humor na wysokim poziomie, fantastyczne zbitki słowne, absurdy świata dorosłych w zderzeniu ze światem dziecka... Jednym słowem, jak u Nopolek, dobra zabawa w dobrym stylu! Zainteresowanych twórczością sióstr Tiiny i Sinikki Nopoli odsyłam do artykułu mojego autorstwa („W przekrzywionym zwierciadle. Ulubieńcy fińskich czytelników”, „Guliwer” 4/2005).

Tytuł oryginału: Risto Räppääjä ja kuuluisa Kamilla
ilustracje: Aino Havukainen & Sami Toivonen
wyd. Tammi, 2009, s. 104

Krzysio Raper i szalony komputer, wyd. Kojro, tłum. Bożena Kojro

W zapowiedziach:
Rysio Raper i straszna kiełbasa, wyd. Wilga, tłum. Magdalena Podlaska
Rysio Raper i makaronowa głowa, wyd. Wilga, tłum. Magdalena Podlaska

wtorek, 23 grudnia 2014

Garść książek świątecznych

”Kiedy przyjdzie Święty Mikołaj?” – oto pytanie, na które musi odpowiedzieć każdy z rodziców, i to niekoniecznie raz w roku. Pan Paweł Różyczko, bohater cyklu książek obrazkowych autorstwa Markusa Majaluomy, już od wczesnej jesieni słyszy ten refren. Pytanie pada przy okazji grabienia liści, po pierwszym przymrozku, gdy spadnie pierwszy śnieg i przez cały grudzień. Jego trzy słoneczka, Olaf, Konstanty i Anna Maria, nie mogą doczekać się świąt.(„Tato, kiedy przyjdzie Święty Mikołaj?”, wyd. Bona, tłum. Iwona Kiuru)


A święta zapowiadają się nieciekawie. Oto Święty Mikołaj dzwoni z wieścią, że z powodu śnieżycy nie uda mu się dotrzeć na miejsce. Co pocznie Paweł Różyczko? Stawi, rzecz jasna, czoła przeciwnościom losu i zadzwoni do niezastąpionego sąsiada, pana Rurki.

Książka, podobnie jak inne z tego cyklu, rozśmiesza czytelników w każdym wieku i przykuwa uwagę niezrównanymi rysunkami autora. Można ją oglądać w nieskończoność. Można się też dowiedzieć co nieco na temat fińskich przysmaków bożonarodzeniowych i przygód z dzieciństwa pana Rurki.

A skąd czerpać wiedzę na temat samego Świętego Mikołaja? Co robi latem, czy ma żonę, jakim cudem potrafi zdążyć do wszystkich dzieci w jeden jedyny dzień w roku? A jak jest z jego pomocnikami – skrzatami? Co lubią pić, czy dbają o porządek, czy chodzą do szkoły? Odpowiedź na te i masę innych pytań przynosi jedyne w swoim rodzaju kompendium autorstwa Mauriego Kunnasa i Tarji Kunnas: „Święty Mikołaj. Opowieść o Świętym Mikołaju i jego skrzatach spod Korvatunturi w Finladnii” (wyd. Media Rodzina, tłum. Bolesław Ludwiczak). Polecam wszystkim ciekawym życia ulubionego ze świętych. Warto choćby dla ilustracji, które można oglądać godzinami.


Dla fanów kreski Kunnasa jest jeszcze drugi tytuł. Książka obrazkowa „12 prezentów dla Świętego Mikołaja” (wyd. Media Rodzina, tłum. Bolesław Ludwiczak) opowiada o skrzacie, który postanowił obdarować tego, który sam wiecznie obdarowuje innych. Tak się składa, że skrzacie prezenty zwykle okazują się zupełnie odmienne od zamierzonych, ale nie zmienia to faktu, że sprawiają Świętemu Mikołajowi ogromną radość. Polecam!


Wszystkim czytelnikom bloga składam serdeczne życzenia radosnych Świąt Bożego Narodzenia i wielu literackich odkryć w Nowym Roku!

sobota, 20 grudnia 2014

Sari Peltoniemi, "Koci taksówkarz"

Sari Peltoniemi zdobyła już serce niejednego fińskiego, niemieckiego, japońskiego i polskiego czytelnika opowiastką o Groszce, urokliwej suczce, która wymarzyła sobie posiadanie własnego ludziątka („Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę” wyd. WAB, tłum. Iwony Kosmowskiej). Po książce, która sama w sobie jest pomnikiem ku czci społeczeństwa psiego, nadszedł czas na pozycję z kotem w roli głównej. Jeśli Groszka chwyciła za serce psiarzy (i nie tylko), to „Koci taksówkarz” z całą pewnością rozkocha w sobie kociarzy (i nie tylko). Niewątpliwie jest to pozycja, którą można odczytać jako laurkę powstałą ku czci kotów. Nie należy jednak zakładać, że „Koci taksówkarz”, wspólne dzieło Peltoniemi i Kallio, to ciąg dalszy jakiegoś cyklu opiewającego wyższość zwierząt nad ludzkością. Najnowsza pozycja Sari Peltoniemi to rzecz absolutnie od „Groszki...” niezależna – choć równie czarująca.


Tym razem głównym bohaterem jest dziewięcioletni Juho, całkiem zwyczajny chłopiec, pochodzący z niczym niewyróżniającej się rodziny. Juho ma miłych rodziców, młodszego brata i psa. Jest może odrobinę za niski, ale poza tym absolutnie niczym się nie wyróżnia. Chodzi do szkoły, odrabia lekcje, czasem trochę się nudzi, a czasem zdarza mu się podkradać jabłka z sadu pewnej starszej pani. 

Książkę otwiera scena najzwyklejsza na świecie: mały chłopiec buszujący po sadzie sąsiadki, w oknie kot. Tyle że kot na widok Juhy zaczyna dziwnie popiskiwać, a starsza pani na owo miauczenie reaguje natychmiastowym „Co mówisz, Domino? Kto tam jest?”. Owszem, zwróciła się do kota. I, co więcej, kot jej odpowiedział. Juho, choć bardzo by chciał, nie zdoła uciec z ogrodu, trafi na przesłuchanie i będzie zmuszony odpowiedzieć na szereg niewygodnych pytań. Po jednej stronie on, podglądacz i złodziejaszek, po drugiej stronie starsza pani o imieniu Sirkka i przerażające koty. Kotów jest w sumie aż siedem: łakomczuszka Różyczka, indywidualista Kauko, wiecznie skłócone bliźniaki Irma i Jorma, najmłodszy ze wszystkich Jupiter oraz Louhi, matka całej szóstki. (Louhi ma imię rodem z Kalevali).

Koty w pierwszym zderzeniu wydają się przerażające: pomiaukują jeden przez drugiego i – jak tłumaczy ich bezładną „gadaninę” staruszka – zamierzają wymierzyć chłopcu okrutną karę. Juho zdoła ostatecznie wyjść z babcinej kuchni bez szwanku, ale będzie do niej powracał regularnie. Otrzyma Specjalne Zadanie, a w chwili, gdy uda mu się zdobyć zaufanie kotów, on także nauczy się ich języka.

Zadanie Juhy wydaje się absurdalne. Otóż ma on… zamienić się w kociego taksówkarza i pomóc kotom w znalezieniu odpowiedniego fachowca do drobnych napraw i nadzorowania domu. Taka jest wersja oficjalna. W wersji nieoficjalnej, o której staruszce nic nie wiadomo, chodzi o znalezienie kogoś więcej niż tylko pana od remontów. Zdaniem kotów Sirkka zdecydowanie potrzebuje nowego męża – porządnego samca, który sprawi, że osamotniona wdowa znów zacznie się uśmiechać.

Tak oto rozpoczyna się przygoda Juhy. Już w następny weekend chłopiec wsiada na rower, pakuje do koszyczka pierwszego pasażera – kotkę Louhi – i zawozi ją na kraniec miasta, bo tam najłatwiej o porządnego kandydata. Louhi ma tydzień na wypełnienie misji, a gdy nadchodzi kolejna sobota, Juho odbywa tę samą trasę. Niestety okazuje się, że znalezienie mężczyzny, który byłby samotny, chętny do pomocy, znał się na kotach i, przede wszystkim, wzbudził zaufanie samej Louhi, wcale nie jest takie proste. Mauno jest wprawdzie człowiekiem o wielkim sercu, ale nie ma własnego domu, czy umiałby więc zadbać o dom Sirkki? W następny weekend nadchodzi czas na Kauko. Ale i jemu nie udaje się znaleźć „samca” dla Sirkki. Rauno byłby idealny, gdyby nie fakt, że jako kierowca ciężarówki musi od czasu do czasu odbywać długie podróże.

Fabuła tej książeczki obraca się wokół cotygodniowych wypraw rowerowych Juhy. „Koci taksówkarz” regularnie zawozi i odwozi. Kolejne koty trafiają do koszyka, kolejni kandydaci zostają odrzuceni przez surowych jurorów. Po drodze oczywiście musi się wydarzyć mnóstwo perypetii: a to Juho niespodziewanie się rozchoruje, a to zaatakuje go w parku banda starszych chłopaków, a to jeden z kotów nie stawi się na umówionym miejscu i ślad po nim zaginie… Kłopoty sprawia również dociekliwa mama i fakt, że o kociej tajemnicy nie można nikomu opowiedzieć. W którymś momencie chłopcu zacznie dotrzymywać towarzystwa starsza koleżanka, która ma dziwne imię, dziwnie się ubiera (jest punkiem) i, cóż, nie da się ukryć, że bardzo się naszemu bohaterowi spodoba… Koniec końców Juho łapie się na tym, że mimo wszystko bardzo lubi te wstrętne kociska, które bezczelnie go wykorzystują, a potencjalny kandydat na męża Sirkki okazuje się mieszkać bliżej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Do końca jednak nie wiadomo, czy Sirkka i on zdecydują się na jakiekolwiek śluby. Najpierw ważniejsze jest wspólne świętowanie. Bo z okazji przyjścia na świat kolejnych kociąt należy urządzić przyjęcie nad przyjęciami i zaprosić na nie wszystkich „kandydatów” i przyjaciół!

Bardzo możliwe, że wszystko skończy się dobrze. Jeden z kandydatów, Johannes, na pewno będzie mógł hodować róże w babcinym ogrodzie – w bloku by mu się to nie udało. Bezdomny Mauno będzie mógł mieszkać przez zimę w budynku gospodarczym. Niewykluczone, że dzięki Raunowi, kierowcy ciężarówki, Juho wraz z przyjaciółką pojedzie na wakacje do Włoch. Ale na razie – jak kończy swą książkę Peltoniemi – trwa przyjęcie.                            

To też wielki plus „Kociej taksówki”. To książka z serii „ulubione lektury szczęśliwego dzieciństwa”, ale nie jest przesłodzona. Wszystko kończy się szczęśliwie, a jednak nawet najbardziej wybredny dorosły czytelnik nie ma po lekturze wrażenia cukierkowatości.

Inne zalety można wymienić ciurkiem: „Kocia taksówka” jest napisana błyskotliwie i wciąga. Budzi żywe emocje, na przemian rozśmiesza i rozczula. Choć jest adresowana głównie do czytelników w wieku Juhy, zainteresuje również znacznie młodszych i zdecydowanie starszych. Nie omija trudnych tematów: gdzie zaczyna się kłamstwo? Jak rodzić sobie z mobbingiem i kompleksami? Czy możliwa jest przyjaźń między chłopcem a starszą dziewczynką? Czy wypada cieszyć się z pieniędzy, jeśli nie ma się ich zbyt wiele? Peltoniemi nikogo nie idealizuje ani nie szufladkuje. Jest głęboko humanistyczna, dostrzegając człowieka zarówno w przedstawicielach subkultur młodzieżowych, jak i w bezdomnych. A przy tym wszystkim nie poucza, nie moralizuje, tylko z właściwym sobie wdziękiem opowiada wciągającą historię. Zresztą oddajmy głos innym recenzentom:

„Koci taksówkarz” Sari Peltoniemi ma w sobie coś staroświeckiego w najlepszym tego słowa znaczeniu: przede wszystkim opowiada sympatyczną historię i czyni to w sposób wyborny. Wystarczy trochę się przyjrzeć fabule, by odkryć, na czym polega tajemnica najlepszych pomysłów: są proste, wyraziste i właśnie dlatego jedyne w swoim rodzaju. Czytając „Kociego taksówkarza” zrozumiałem, że właśnie taką książkę chciałbym napisać... ale bym nie potrafił. Coś w tym jest, że zaledwie dwa dni po zakończeniu tej lektury w naszym domu odbyła się następująca rozmowa:
Mama: Tata wróci dziś późno. Co będziemy czytać?
Córka: Jeszcze raz „Kociego taksówkarza”!
Pisarz Jukka Laajarinne na blogu: http://laajis.wordpress.com

Do mocnych stron Peltoniemi należy umiejętność tworzenia przejrzystej fabuły i takich zwrotów akcji, że wydarzenia zdają się następować jedno po drugim same z siebie. Widoczne jest to zwłaszcza w „Kociem taksówkarzu”. W tej powieści przenikają się rzeczywistość, baśń i wyobraźnia, tworząc urokliwą całość, która na dodatek od początku do końca wydaje się całkowicie prawdopodobna.
Annika Eronen, „Lempäälän-Vesilahden Sanomat”, 21.10.2010

Stanowczo za mało ukazuje się książek równie bezpretensjonalnych jak „Koci taksówkarz” Sari Peltoniemi. (...) Jej urok tkwi w rytmie, łagodnym i przyjaznym dziecku. Rzadko kiedy mamy w literaturze dziecięcej do czynienia z równie dużą dawką empatii i poczuciem wspólnoty. (...) „Postrzępiona” kreska Liisy Kallio przydaje kocim bohaterom charyzmy.
Päivi Heikkilä-Halttunen, „Helsingin Sanomat”, 1.11.2010

Tytuł oryginału: Kissataksi
Tłum. Bożena Kojro
wyd. Wilga, 2013, 164 s.

piątek, 19 grudnia 2014

Marja-Leena Tiainen, „Wyszedł z domu”

Zaginął szesnastolatek
Szesnastoletni Mikko Matias Hiltunen, pochodzący z Tattari w gminie Kuura, wyszedł z domu w ostatni piątek, 14. listopada, i do chwili obecnej nie udało się nawiązać z nim kontaktu. (...) Hiltunen ma 167 cm wzrostu i szczupłą budowę ciała. Oczy niebieskie, włosy półdługie i pofarbowane na czarno. W chwili zaginięcia Hiltunen ubrany był w czarne spodnie  tzw. hip-hopowe i ciemnoszarą kurkę z napisem Nike na plecach. (...) Osoby mające jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu zaginionego proszone są o kontakt z komendą policji w Tattari, nr tel. 0135915200
Za ogłoszeniem w lokalnej gazecie kryje się wielka tragedia całej rodziny, która może spotkać właściwie każdego z nas. Mikko nie jest młodym zbuntowanym, nie planuje samobójstwa ani ucieczki. Pewnego dnia wychodzi po prostu z domu i już nie wraca...


Mijają kolejne dni, tygodnie i miesiące. Po niedowierzaniu i irytacji nadchodzi czas strachu, który zamienia się w nadzieję, że zostanie odnalezione choćby ciało nastolatka... Każdy z członków rodziny Hiltunenów reaguje na zaginięcie Mikka w odmienny sposób. Matka wpada w depresję, rezygnuje z pracy i do końca wierzy w cud, ucieka się nawet do takich środków jak wizyta u jasnowidza. Ojciec całkowicie zamyka się w sobie i nikt z najbliższych nie wie, co się w nim dzieje, kiedy ucieka na wielogodzinne wyprawy narciarskie. Pięcioletnia Lotta pozornie żyje tak jak dawniej, nadal bawi się lalkami i czeka na nadejście Świętego Mikołaja, ale i ona tęskni za starszym bratem.

Najdokładniej narrator przygląda się reakcjom Hanny, starszej siostry Mikka. Zaginięcie brata zawraca życie nastolatki na całkiem nowe tory. Przyjaciele, chłopiec Ilari i sama Hanna zostają  poddani próbie, z której nie każdemu udaje się wyjść zwycięsko. Hanna próbuje własnymi siłami rozwikłać tajemnicę zaginięcia brata. Równocześnie stara się żyć tak jak dawniej, uczestniczy w studniówce, bierze udział w próbach teatralnych, spotyka się ze znajomymi, planuje wakacje... Próby „normalnego” życia często jednak spełzają na niczym.

Powieść „Wyszedł z domu” to wyjątkowe doświadczenie czytelnicze. Wyraziste postaci, potoczysta narracja, wiarygodność... Zalety powieści można by długo wymieniać. „To chyba najdojrzalsza powieść młodzieżowa Marji-Leeny Tiainen – ocenia Suvi Ahola, znana fińska krytyczka literacka – nawet dorosły czytelnik czyta ją z zapartym tchem. Ma w tym swój udział także wątek detektywistyczny; tajemnica zaginięcia szesnastoletniego Mikka rozstrzyga się dopiero na ostatnich stronicach książki.”

Marja-Leena Tiainen to wielokrotnie nagradzana pisarka dla dzieci i młodzieży. Jej powieści zostały przetłumaczone na języki: szwedzki, duński, estoński, litewski. Została uhonorowana m.in. nagrodą im. Topeliusa w 1999 roku za powieść dla młodzieży „Kochany Mikael” („Rakas Mikael”) oraz nagrodą Savonia w 2007 za powieść „Alex i czas strachu” („Alex ja pelon aika”). W tym roku nominowana do Nagrody im. Astrid Lindgren. 

Tytuł oryginału: Poistui kotoaan
Tlum. Iwona Kiuru
wyd. Ezop, 2010, 242 s.

czwartek, 18 grudnia 2014

Sari Vento, "Ogonek stworka"

Czy w literaturze są jeszcze tematy tabu? Jak jest z tabu w Finlandii? Zapytany o to przeze mnie Hannu Mäkelä, autor „Pana Huczka”, stwierdził, że tabu istnieją i istnieć powinny, ponieważ celem literatury dziecięcej jest pokrzepianie małego czytelnika. W książkach dla dzieci nie może więc być miejsca na wszelkie okrucieństwa dokonywane przez dorosłych: na gwałt, pedofilię, morderstwa.

Pedofilia rzeczywiście nie jest przedmiotem chętnie eksploatowanym przez fińskich autorów, istnieje jednak książka obrazkowa, która zachęca do rozmowy na ten temat złego dotyku. Jest to „Ogonek Stworka” Sari Vento z ilustracjami Miki Launisa. 



Główny bohater, Stworek, bawi się z przyjaciółmi w chowanego. Trzyma w rękach kawałki mchu, pod którymi zamierza się ukryć, boi się jednak, że nie zdąży, nim jego przyjaciel Potworek doliczy do dziesięciu. Na szczęście z pomocą przychodzi Stworkowi Księżniczka, która zupełnie niespodziewanie pojawia się na jego drodze. Księżniczka pomaga Stworkowi ukryć się pod mchem, nie bacząc na to, że brudzi sobie piękną białą sukienkę. Nasz bohater jest tak zaaferowany, że nie zauważa nawet, iż księżniczka z uwagą przypatruje się jego ogonkowi.

Kiedy następnego dnia Stworek znów napotyka Księżniczkę, ta otwarcie wykazuje zainteresowanie ogonkiem. Wachluje nim sobie twarz, skacze na ogonie jak na skakance... Stworek czuje ból, jest mu wstyd, boi się, że ogonek zaraz mu odpadnie... Nie potrafi jednak zareagować, tak wielką czuje wdzięczność wobec Księżniczki, która przecież pomogła mu stworzyć „najlepszą kryjówkę świata”. Na dodatek Księżniczka surowo zabrania Stworkowi, by komukolwiek wspominał o ich „niewinnych zabawach”.

Rzecz kończy się oczywiście szczęśliwie. Dzięki wsparciu przyjaciół Stworek znajduje w sobie siły, by przeciwstawić się Księżniczce, a ta rozumie, że nie ma prawa zabawiać się własnością naszego bohatera. Ilustracje Miki Launisa mogą budzić sprzeczne uczucia, sama książka stanowi jednak doskonały pretekst do rozmowy na trudny temat. Książka doczekała się adaptacji na scenę i tłumaczeń na język angielski  i arabski.

„Ogonek Stworka” to jedna z tych pozycji, które zdecydowanie warto wydać również w Polsce.

Tytuł oryginału:  Peikon häntä
wyd. WSOY, 2007, s. 26

środa, 17 grudnia 2014

Hanna Marjut Marttila, Cięcie!

Hanna Marjut Marttila, nagradzana autorka powieści dla młodzieży i dorosłych, sięga w swej twórczości po trudne tematy: alkoholizm, próby samobójcze, rodzinne patologie. Do tego samego nurtu można zaliczyć drugą powieść pisarki Tulikirja (Księga ognia), która w 1989 roku była nominowana do nagrody literackiej Finlandia Junior i została adaptowana później na biały ekran, oraz Cięcie!, powieść jeszcze dojrzalszą i literacko znacznie ciekawszą. Sukces autorki polega być może na tym, iż jej książki, choć nie stronią od mrocznych stron życia – jakkolwiek banalnie to zabrzmi – tchną mimo wszystko ciepłem i przywracają czytelnikowi wiarę w człowieka. Zwłaszcza w Cięcu! w doskonały sposób udało się Marttili połączyć liryzm i komizm.


Głównym bohaterem i narratorem powieści jest piętnastolatek pochodzący z rodziny alkoholików. Torstai uwielbia film, a swą pasję i głęboką wrażliwość skrywa za maską twardziela. Sam przed sobą nie śmie przyznać, jak bardzo marzy o karierze reżysera. Jest przekonany, że jako syn alkoholików nie ma prawa do marzeń... Jak wielu swoich rówieśników Torstai wierzy, że owa maska twardziela to jedyny sposób na przetrwanie w rodzinie, w której ojcem i matką rządzi alkohol, ojciec cierpi ponadto na depresję, a jego starsza o rok siostra Tarina, (której, nota bene, regularnie kupuje prezerwatywy) okazuje się być w ciąży. Co więcej – po raz drugi. I co gorsza – tym razem Tarina nie zamierza dziecka usunąć, choć jej chłopak Kolja to w mniemaniu Torstaina beznadziejny przypadek rosyjskiego cwaniaczka.

O seksie i antykoncepcji mówi się w rodzinie chłopca otwarcie, podobnie jak i o akoholu. Zdaniem głównego bohatera tylko pracownicy socjalni i ludzie z tzw. lepszych rodzin mają problemy ze zwyczajną rozmową na temat alkoholizmu. Pewnie również dlatego przepaść między światem „gorszych” i „lepszych” jest wciąż nie do przebycia. Do „lepszych” należy między innymi Moosa, dziewczyna, której losy przez przypadek splątują się z losami Torstaina. Pozornie nic ich nie łączy, Moosa jest przecież dziewczynką z dobrego domu, wzorową wolontariuszką ze związku ochrony zwierząt... jednak w chwili największego załamania to właśnie do niej bohater pragnie wysłać SMSa, choćby takiego: Heja, co tam, tu niefajnie, bo moja megastupid siostra znowu przyciążyła, czaisz.
Ale nie zrobi tego, bo przecież powinien kierować się głosem rozsądku...
Ważną osobą w rodzinie Torstaina jest Liisa, jedyna osoba z opieki społecznej, z którą można rozmawiać na wszystkie tematy i która uparcie wierzy w to, że życie można jeszcze naprawić – i nie pozwala innym na żadne załamania. Kiedy jednak Torstai koniecznie potrzebuje jej pomocy – bo sam nie umie przekonać siostry, że decyzją o zachowaniu ciąży przekreśla całe swoje życie – ta okazuje się być na zwolnieniu lekarskim. Na domiar złego wkrótce pojawia się Kolja z butelką wódki i jasne staje się, że matka znów się złamie i zacznie pić. Zanim jednak sięgnie po butelkę, wyprosi dzieci z domu, by zachować pozory.
W warstwie fabularnej akcja toczy się początkowo powoli, większość narracji zajmują dygresje i refleksje Torstaina: opowieści o Liisie, Kolji, alkoholowych sesjach rodziców, które mają miejsce co weekend. Kolejne rozdziały-sceny biegną jednak coraz szybciej i książka, która początkowo wydaje się kanwą filmu psychologicznego, zamienia się nagle w film akcji. Nie chcę zdradzać, na czym polega happy end tej powieści, ale i on nastąpi, jak na komedię przystało. Cięcie! bowiem ma w sobie również elementy komedii... Metafory filmowe są tu jak najbardziej na miejscu, cała powieść została napisana w bardzo przemyślanej konwencji: zamiast rozdziałów są tu kadry i sceny, dialogi zostały rozpisane jak w scenariuszu filmowym, a w tekst książki została ponadto wpleciona próbka całego scenariusza. W narracji niejednokrotnie łączą się opisy zaistniałych wydarzeń i opisy potencjalnych scen filmowych, tworzonych przez kiepskiego reżysera – bo tylko takim mianem, „kiepskiego reżyserca” śmie określić siebie Torstai.
Bohater-narrator jest obdarzony autoironią i poczuciem humoru. Powieść, napisana doskonałym językiem, nie tylko więc wzrusza do łez, ale niejednokrotnie rozśmiesza. Żywe są emocje czytelnika, podobnie jak żywe wydają się postacie powieści. I choć Cięcie! można odczytać jako krytykę społeczeństwa fińskiego, w niczym nie umniejsza to uniwersalności utworu. Najlepiej świadczy o tym zresztą zainteresowanie zagranicznych wydawców: tłumaczenia Cięcia! ukazały się we Francji, Niemczech, Serbii, Danii i na Węgrzech. Zobaczymy, kto w Polsce skusi się na ten literacki kąsek.

Tytuł oryginału: Filmi poikki!
wyd. Otava, 2007, s. 247 

wtorek, 16 grudnia 2014

Timo Parvela, "Czy dziadek jeszcze wróci?"

Książek o śmierci napisano dla dzieci już wiele. Z fińskich pozycji znamy w Polsce „Dziewczynkę i drzewo kawek” Riitty Jalonen z przepięknymi ilustracjami Kristiiny Louhi (wyd. Tatarak, w tłum. Iwony Kosmowskiej), w której główna bohaterka mierzy się z odejściem taty.




W książce Timo Parveli umiera dziadek. To sytuacja pewnie znacznie bardziej prawdopodobna. Autora reklamować nie trzeba: znany jest u nas jako twórca „Elli i przyjaciół” (wyd. Nasza Księgarnia, w tłum. Iwony Kosmowskiej), które wkrótce, mam nadzieję, zostaną wznowione, oraz „Miecza” (wyd. Kojro, w tłum. Bożeny Kojro) dla nieco starszych czytelników. W Eneduerabe niedługo ukaże się także „Huśtawka” jego autorstwa.

Powróćmy jednak do „Czy dziadek jeszcze wróci?”. To wzruszająca książka obrazkowa o odejściu i przeżywaniu żałoby. O śmierci dziadka Elias i Oula dowiadują się latem, na parę dni przed planowanym wyjazdem do Tampere. Chłopcy mieli wraz z rodzicami pójść do wesołego miasteczka i odwiedzić dziadków, plany niweczy jednak nagły telefon. Jak się okaże, dziadek trafił do szpitala, prawdopodobnie miał zawał. Następnego dnia umiera, jest wówczas przy nim mama chłopców. Oni zaś zostają w domu z tatą, który jak nigdy nie ma najmniejszej ochoty na żarty, i zajmują się rysowaniem kartek dla dziadka. Nie będą już potrzebne.


Obaj chłopcy są w wieku przedszkolnym, ale każdy z nich przeżywa żałobę po swojemu . Elias płacze wraz z mamą; Oula czuje złość. Elias nie chce się bawić z innymi dziećmi, Oula idzie do piaskownicy, ale chwilę później wykłóca się z kolegą, czyj dziadek jest lepszy.

Książka w prosty, ale nie uproszczony sposób opowiada o najróżniejszych uczuciach, które pojawiają się w sytuacji odejścia bliskiej osoby. Dzieci mają prawo pytać i każde po swojemu reagować na zaistniałą sytuację.

Dziwne, po odejściu dziadka wszystko niby jest tak jak zawsze, a jednak inaczej. Dziadek nigdy nie siedział z nimi przy śniadaniowym stole, a jednak w dniu jego odejścia fakt, że go nie ma, wydaje się szczególnie przykry.

Przez cały czas przewija się motyl żółtego motyla. Latem Oula próbuje go złapać w siatkę, jesienią znajdują go zmarłego. Urządzają mu pogrzeb – by później móc wspólnie go wspominać.

Bardzo mądra książeczka, świetne preludium do rozmów na trudne tematy. Wiek: ok. 5 lat.

Trochę staroświeckie Ralpha Brandersa dobrze wpisują się w klimat książki.

Fragment:
Wówczas zadzwonił telefon.
- Odbierz! – zawołała do taty mama.
- Spalony! – wykrzyknął tata.
- Tam jest telefon! – nie ustawała mama. – Odbierz, bo jak nie, to dostaniesz zieloną kartkę!
- W piłce nożnej nie ma zielonych kartek. To na pewno i tak do ciebie! – krzyczał tata.
- Odbiorę, jeśli mi obiecasz, że w tym czasie wymienisz tę żarówkę w przedpokoju! – krzyczała mama.
Tata westchnął i poszedł do brzęczącego telefonu.
Po chwili pojawił się w drzwiach dziecięcego pokoju. Był poważny.
- Do ciebie – powiedział do mamy.
I zamiast powrócić do oglądania telewizora, wyłączył go i usiadł w pokoju chłopców na podłodze.
  

Hannu Mäkelä, "Koń, który zgubił okulary"


Na dobry początek „Koń, który zgubił okulary". Tytuł mówi sam za siebie: rzecz będzie o zwierzętach, nie zabraknie absurdu. Tytułowy koń, podobnie jak Kubuś Puchatek, obdarzony jest nie tak wielkim znowu rozumkiem. Kiedy spotyka go problem w postaci zagubionych okularów, nie rzuca się po mieszkaniu niczym pan Hilary, tylko, wręcz przeciwnie, postanawia wyruszyć w świat w poszukiwaniu szczęścia. W wędrówce będą mu towarzyszyć wrona, jeż, który potrafi czytać mapę, pies-artysta, a na końcu podróży - w mleczarni - mysz, która dotarła na miejsce prędzej, bo zdecydowała się na podróż pociągiem. Oczywiście po drodze dochodzi do różnorakich problemów, jeże nie mają w zwyczaju zadawać się z wronami (i vice versa), mysz ma mieszane uczucia wobec konia, który przez nieuwagę a to zalewa ją łzami, a to strzepuje ogonem... Ale koniec końców okazuje się, że tworzą całkiem zgraną ekipę, zamieszkującą w mleczarni. (Czemu w mleczarni? Bo to był ostatni punkt na mapie narysowanej przez mysz).

Do mleczarni przeprowadzą się później także dwie wdzięczne krowy, Malina i Jagoda, które podobnie jak autorka niniejszego wpisu lubią oddawać się literaturze. Do pasji psa należy rzeźbienie w drewnie, wrona zaś uprawia korespondencyjną grę w szachy z lapońskim krukiem. 

W międzyczasie co jakiś czas któreś z nich wpada w apatię albo filozofuje, ale ostatecznie przez całą zimę sprawy jakoś się układają. A potem, z wiosną, nadchodzi czas powrotu do poprzednich domów.

To książka pełna ciepła i humoru, trochę tu filozofowania, trochę staroświeckiej magii. I mnóstwo absurdu. Koń jeżdżący samochodem, krowy-literatki... palce lizać!

Książka ukazała się po raz pierwszy w 1977 roku, ja mam wznowienie z 2004 (w tej samej szacie graficznej, z oryginalnymi ilustracjami autora).

O jej uniwersalności świadczy także zainteresowanie poza Finlandią: „Koń, który zgubił okulary” ukazał się w tłumaczeniach na język niemiecki, estoński, węgierski, łotewski,szwedzki i ostatnio rosyjski (z 2001 roku).

Objętość: 169 stron.

I jeszcze parę słów o autorze. Hannu Mäkelä już dziś zaliczany jest do klasyków literatury fińskiej. Jest autorem dziesiątek powieści dla dzieci i dorosłych czytelników, dramatów, słuchowisk i tomików wierszy. Jego twórczość znana jest także poza granicami Finlandii, a sam pisarz został uhonorowany szeregiem nagród, m.in. w 1995 otrzymał najbardziej uznaną nagrodę literacką Finlandia (odpowiednik naszej Nike) za powieść Mestari ("Mistrz"). Również jego twórczość dla dzieci zyskała zarówno grono wiernych czytelników, jak i uznanie jurorów. W 1976 roku został nagrodzony prestiżowym medalem im. Anni Swan za trzy części opowieści o najsłynniejszym fińskim czarodzieju ("Pan Huczek", Pan Huczek ma sąsiada" oraz "Pan Huczek się przeprowadza" - w Polsce znana tylko ta pierwsza). W 1978 jego powieść "Koń, który zgubił okulary" zdobyła nagrodę im. Arvida Lydecke'a, natomiast w roku 1996 nagrodą im. Topeliusa uhonorowano całą dziecięcą twórczość Mäkeli.