środa, 16 grudnia 2015

Inka Nousiainen, Satu Kettunen, ”Księga nocna”

Księga dzienna to dziennik, pamiętnik. A kto potrafi prowadzić księgę nocną?

Dlaczego można próbować łaskotać się w nieskończoność, ale nic z tego nie wychodzi?

Czy to nie dziwne, że w kałuży mieści się cały dom?

Księżyc lubi rozmyślać. A kiedy spotyka Rę, jego myśli wędrują w najróżniejszych kierunkach. Spotykają się nocą, bo właśnie wówczas Księżyc się porusza. Od światła słonecznego robi mu się niedobrze, jest bardziej chory, niż gdyby zjadł za dużo lodów. Dziewczynce trudno w to uwierzyć.

„[...] patrzy na mnie zielonymi oczami, które nawet w ciemności błyszczą jak kamienie. Wygląda trochę jak lis. I tak, jakby przed chwilą płakała.
- Płakałaś?
- No bo znowu to poczułam.
- Co poczułaś?
- Że wszystko jest takie piękne. Czasami muszę to z siebie wypłakać.
- Czyli nie jest ci smutno?
- Nie – odpowiada dziewczynka, a po jej policzku spływa łza”. 


Ra i Księżyc, dwoje bohaterów, dwoje przyjaciół. O ilu rzeczach można razem mówić. I razem milczeć! Bawić się w nietoperze i zbierać skarby. „Kiedy jestem z Rą, czuję, jakby nasze myśli tak czy inaczej ze sobą rozmawiały”. A może jest tak, że Ra płacze łzami Księżyca? A jak Księżyc jest szczęśliwy bez powodu, to tym powodem jest tak naprawdę Ra?

To chyba najpiękniejsza książeczka o przyjaźni, jaką kiedykolwiek czytałam. Choć opowiada również o braku przyjaźni. Tak się składa, że mama Księżyca uszyła dla siebie Przyjaciela i zamieściła jego zdjęcie na swym blogu. Od tego czasu dostaje tyle zamówień, że nie ma kiedy się przebrać i całymi dniami szyje Przyjaciół tym, którym ich brakuje.

„Księga nocna” jest piękna również dzięki ilustracjom Satu Kettunen. To moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, spotkanie bardzo udane. Odrealnione kolaże świetnie współgrają z tekstem, w którym nie wszystko jest powiedziane wprost.

Szkoda, że nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia, mogłabym w czasie przedświątecznym z czystym sumieniem polecić tę pozycję jako prezent-pewniak. I dla młodszych, i starszych.


Tytuł oryginału: Yökirja
Tammi, 2015, 40 s.

środa, 25 listopada 2015

Nora Schuurman, ”Słonecznikowa zima”

W czytaniu parę pozycji, o których być może wkrótce napiszę, na razie jednak chciałabym przypomnieć książkę, która ukazała się w moim tłumaczeniu w 2007 roku. ”Słonecznikowa zima” Nory Schuurman, bo o niej mowa, to powieść, do której mam stosunek szczególny, ponieważ (nie licząc opowiadania Juhy Seppäli opublikowanego niegdyś w ”Czasie Kultury”) jest moim debiutem translatorskim.


Do dzisiaj pamiętam, jak nie mogłam się oderwać od lektury oryginału podczas lotu z Helsinek do Krakowa i jak płakałam podczas czytania. 


”Słonecznikowa zima” wzruszyła nie tylko mnie. To książka – wędrówka przez czas żałoby. W jezyku fińskim również żałoba ma związek z pracą, jest to ”surutyö”, w dosłownym tłumaczeniu praca nad smutkiem. Wymaga czasu, poświęcenia, siły. Z taką pracą muszą zmierzyć się siostry – Emma i Sanni. Każda robi to na swój własny sposób: Emma pozwala powracać wspomnieniom i daje się porwać białemu koniowi ze snów. Sanni ucieka w świat Internetu, nikogo nie dopuszcza do swoich przeżyć.

Matka dziewczynek odeszła nagle, zginęła w wypadku samochodowym. Obiecała im kiedyś, że będzie żyć długo, do czasu, aż one, siostry, będą stare. Stało się inaczej.

Wspomnienia nadchodzą nagle, krążą nad podręcznikiem do biologii, wydzierają ze zdjęć, pojawiają się przy okazji zwykłego, zdawałoby się, rozkładania obrusu. Czasem bolą, czasem każą się zatrzymać.

Życie jednak toczy się dalej. Znika śnieg, nadchodzi majowe święto Vappu, ojciec dziewczynek sprowadza do domu nową partnerkę. Dni mijają, czasem galopem, częściej jednak stępem.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią się wzruszyć podczas lektury, miłośnikom jazdy konnej i ciekawym świata fińskich rówieśników. Najbardziej lubię ją chyba za to, że tak wiele mieści pomiędzy wierszami. Tu smutek nie jest wypisany drukowanymi literami, pojawia się częściej pomiędzy akapitami niż nazwany wprost.

W sieci niewiele można znaleźć na temat tej powieści, polecam jednak obszerną recenzję Wilkołaka: http://werewolf-rain.blogspot.fi/2013/02/sonecznikowa-zima-nora-schuurman.html

Tytuł oryginału: Auringonkukkatalvi
Tłum. Iwona Kosmowska
Ezop, 2007, 138 s.

piątek, 14 sierpnia 2015

Päivi Franzon, Sari Airola, „Dziewczynka wędrowna”

Nie wiem, co w tej książce urzeka mnie bardziej: tekst Päivi Franzon czy ilustracje autorstwa Sari Airoli. Zaproponowany przeze mnie tytuł jest niedokładny, w oryginale występuje dziecko-ptak wędrowny. Bo też główna bohaterka przypomina ptaki wędrowne: podobnie jak one odlatuje w podróż ku lepszemu światu. Ma skrzydła z papierków od cukierków i z ich pomocą regularnie udaje się do świata z marzeń. W tym świecie są chmury, z których można budować hipopotamy, ale też, przede wszystkim, są dzieci, z którymi można się bawić. Byle dalej od wieżowca, w którym dziewczynka mieszka i od podwórka, na którym nikt nie chce się z nią bawić.




Anna – bo tak ma na imię główna bohaterka – tęskni za dawnym domem i nie może odnaleźć się w nowym miejscu. Tęsknota jest tak wielka, że dziewczynka zapomniała już, jak się uśmiechać. Z czasem dostrzega w sobie inne niepokojące rzeczy: stopniowo staje się coraz bardziej przezroczysta, a jej nogi pozostawiają zaledwie cienie śladów. Takie są skutki wyczerpujących podróży. Pewnego dnia wie już, że leci do swych chmur po raz ostatni.

Nie zdradzę, jak kończy się książka – a nuż ktoś zechce ją kiedyś wydać i zepsułabym przyjemność lektury potencjalnym czytelnikom. Napiszę jednak, że, jak to zwykle w książkach dla dzieci bywa, wszystko kończy się szczęśliwie.

To książka o sile wyobraźni. O bólu samotności i trudach odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Ilustracje Sari Airoli sugerują, że w grę wchodzi nie-Finka, ale nie trzeba być uchodźcą, by móc się utożsamić z małą bohaterką. Szczerze polecam. 

Tytuł oryginału: Muuttolintulapsi
Lasten Keskus, 2007, s. 32

piątek, 12 czerwca 2015

Timo Parvela, Virpi Talvitie, „Huśtawka”

„Na zakończonych niedawno Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie można było przebierać w nowych, znakomitych propozycjach książek dla dzieci i znaleźć niejeden prezent na Dzień Dziecka, i to taki, który nie pójdzie po paru dniach w kąt, ale zostanie w pamięci na długo” – pisze w majowym „Newsweeku” Katarzyna Burda. W  subiektywnym wyborze najciekawszych nowości literatury dziecięcej znalazło się kilkanaście pozycji rodzimych i tłumaczonych, w tym, ku mojej niekłamanej radości, Huśtawka” Tima Parveli i Virpi Talvitie.


„Piękna historia z Finlandii o poszukiwaniu przyjaciela, napisana tak, aby trafić do serc kilkulatków – czytamy w recenzji. – Pewien mały niedźwiedź ma huśtawkę, ale do wprawienia jej w ruch potrzebuje kogoś, kto usiądzie na drugim jej krańcu. Czeka i czeka, ale naprzeciwko siebie wciąż widzi pustkę. Wreszcie, przypadkowo "wystrzelony" z huśtawki przez spadającą sosnę, wyrusza na poszukiwanie kogoś, kto zechce się z nim huśtać. A znaleźć go nie tak łatwo(...) Zakończenie tej mądrej i pełnej uroku opowieści da sporo do myślenia nawet dorosłym”.
¨
Piękna recenzja. Szkoda tylko, że autorka w przypadku wszystkich omówień książek autorów niepolskich zapomniała podać nazwiska tłumaczy.  

Nie zaniedbała tego Magdalena Kwiatkowska-Gadzińska, autorka recenzji, którą znalazłam na niezastąpionym portalu Qlturka. Czytamy: „<<Huśtawka>> to książka niezwykła - trochę jak sen, trochę jak marzenia, które snujemy każdego dnia. Jednocześnie to lektura bardzo mądra i pouczająca, mamy tutaj całą galerię charakterów i temperamentów. Język jest spokojny, tajemniczy, magiczny, doskonale komponują się z nim ilustracje, uzupełniają opowiadaną historię i pobudzają wyobraźnię”.

Brzmi zachęcająco? Ze względu na osobisty, niemal intymny stosunek do tej książki powstały w trakcie długotrwałego procesu przekładu, nie potrafię o niej pisać, nie mnożąc kolejnych superlatyw. Na cytatach więc może poprzestanę.

A, nie: jeszcze koniecznie muszę podać news z Finlandii: już pod koniec lipca dzięki współpracy Tima Parveli i Niny Erjossaari „Huśtawka” będzie miała premierę w teatrze na helsińskiej wyspie Suomenlinna! (Reżyseria Jonna Wickström, na scenie aktorzy z Ryhmäteatteri). Dodam też, że „Huśtawka” to pierwsza część trylogii. Ene Due Rabe zamierza wydać także „Karuselli” oraz „Onnenpyörä”.

Drodzy czytelnicy: pohuśtajcie się razem z Pi, Warto.

 
Tytuł oryginału: Keinulauta
Przekład: Iwona Kiuru
Wyd. Ene Due Rabe, 2015, 88 s.


środa, 3 czerwca 2015

Kirsi Kunnas, wybrane wiersze

Kirsi Kunnas - fińska mistrzyni wiersza, rytmu i purnonsensu, obsypana w Finlandii nagrodami. Na jej obszerny dorobek składają się wiersze, bajki, dramaty, tłumaczenia (m.in. Lewisa Carrolla, Federica Garcii Lorci, Tove Jansson i Astrid Lindgren) oraz literatura faktu.


Pierwszy i najważniejszy tomik wierszy dla dzieci Kunnas, „Tiitiäisen satupuu” („Baśniowe drzewo Tulitusia”) został wydany po raz pierwszy w 1956 roku i do tej pory doczekał się 42 wydań. Dzięki wprowadzeniu nonsensu do fińskiej poezji dziecięcej Kirsi Kunnas stworzyła w tym tomiku (i wszystkich kolejnych) jedyne w swoim rodzaju wiersze pełne gry słów, humoru i satyry, które przemawiają tak do dzieci, jak i dorosłych. 




Na dobry początek jeden z najbardziej znanych wierszy, rozpoczynający tomik „Tiitiäisen satupuu”. Zobaczcie sami, ile tu zwiewnego dowcipu i lekkiego nonsensu – i ile przy tym wszystkim ciepła!


STARY PIŻMAK


W szuwarach ktoś sapie,
co raz pokasłuje,
powoli wciąż człapie.
Któż tam się znajduje?

Kto w zielsku się chowa?

Piżmaka to głowa.
Wąsy całe ubrudzone,
cztery nogi zabłocone.
To stary Czesław Wiesław Piżmak.

Po oczach się drapie
i dyszy, i chrapie,
a z nosa mu kapie.
A potem ach! ach! – Kłopnięcie!
I apsik! apsik! – kichnięcie!

   (Piżmaka własne to słowo: „Kłopnięcie”.
   Oznacza kichnięcie, co kłopotliwe jest wszakże,
   oraz podtarcie nosa, a także
   z rękawa
      chusteczki do nosa wyciągnięcie.
   Przykra to sprawa!)
I znowu – ach! – Kłopnięcie
i apsik! apsik! – kichnięcie!

Czesław Wiesław Piżmak stary
(czy ktoś nie da temu wiary?)
czułym zwierzem jest bez miary,
które ma przez swoją pracę
katar błotny, ptasi kaszel, rybią chrypkę.
A teraz – już do domu się wybiera
w łożu z trawy leżakować,
nogi swe na wschód skierować,
pyszczek zaś ku zachodowi.

To pomaga Czesławowi.


Inne znakomite próbki Kunnasowego połączenia nonsensu i humoru to „Kukułka zegarowa” i „Lament stonogi” oraz „Brązowy dziadek” (ten ostatni również ze słynnego tomiku o Tulitusiu):


KUKUŁKA ZEGAROWA

Ja się trochę boję,

kiedy w dziupli stoję, 
że zegar, gdy wybije,
po plecach mnie tu zbije
lub w dziób mój będzie stukać.
Kukułka się wzburzyła,
z zegara wyskoczyła
i zaczęła kukać.


LAMENT STONOGI

Ileż, biedna, mam roboty!

W piątek oraz pół soboty

będę ciężko harowała:

swe skarpety cerowała.

swe skarpety cerowała.


BRĄZOWY DZIADEK


Był raz brązowy dziadek,
co miał brązowe ręce
i brązowe serce
i brązowe swetry
i brązowe getry
i brązowe wrotki,
a z brązowej szczotki
końcówki cztery się urwały.
Hodował on brązowe kotki,
co na brązowym kocu spały.



Kirsi Kunnas potrafi grać słowami i – nastrojami. Poniżej wierszyk utrzymany w tonacji romantycznej. Zresztą oceńcie sami:


PÓŁKSIĘŻYC I ZASKOCZENIE



Kiedy księżyc się składa

w połowie ze srebra i w połowie z cienia,

aż dziw, że się nie rozpada

i nie budzi Zaskoczenia.


Zaskoczenie bowiem śpi i odpoczywa,
a księżyc się nie zmienia,
po czym światło dnia okrywa
to, co ze srebra i z cienia.


Na koniec (a jest to zaledwie garstka wierszyków wybitnej poetki) nieco romantyczny wierszyk z zaskakującą puentą (ponownie z tomiku „Tiitiäisen satupuu”):


SŁOŃCE I KOGUT


Okrągłe słońce świeci na niebie,
   w namiocie nieba zamieszkało.
Ono ma duży czerwony grzebień
   i zdaje się, że właśnie piało!

Ależ to kogut był, oczywiście!
   Ruszył grzebieniem też zamaszyście
i właśnie wspiął się na mur.
   Ach nie, to słońce, nie kur!

 


Współautorka dzisiejszej notki i tłumaczka wszystkich powyżej zaprezentowanych wierszyków to Dorota Kyntäjä, która hobbystycznie tłumaczy fińską poezję dziecięcą. Wielbicielka twórczości Kirsi Kunnas, zainspirowana jej twórczością od niedawna sama pisze wiersze dla dzieci. Laureatka tegorocznego ogólnopolskiego konkursu poetyckiego im. Zygmunta Krasińskiego.


Tytuł oryginału: Tiitiäisen satupuu
Ilustracje: Maija Karma
WSOY, 1992, s. 47

niedziela, 3 maja 2015

Noora Kunnas, „Kopnięta brygada i szafa strachów”

Tytuł obiecuje wiele: w tej książce powinno być miejsce i na trochę zwariowany dowcip, i na wielką przygodę. I tak rzeczywiście jest. Kto należy do kopniętej brygady? Mieszkańcy domku dla lalek:  major Kugelbum, który ma wielkie zamiłowanie do wojskowej dyscypliny, gospodyni Bertta Tylnowiatrowa, puszczająca co rusz pełne emocji bączki, Henryk Nowak i jego żona Krysia, wierna fanka Arnolda Schwarzeneggera, niezwykle uzdolniony fryzjer damski i męski Hempuś, domorosły poeta Hugo von Husmus oraz dwoje dzieci, Fasolka i Bobek. 


Taki zestaw osobowości i osobliwości gwarantuje, że w książce nie zabraknie absurdu. Wszystko zaczyna się od złowieszczego snu o końcu świata, a kończy spotkaniem z potworem, który okazuje się nie taki znowu straszny. Oprócz tego przeczytamy całą masę wierszy różnej maści i na różnym poziomie. Padnie też pytanie: czy te kupy nigdy się nie skończą?

Z reguły nie śmieszą mnie dowcipy o puszczaniu bąków, ale czytając tę książkę, co jakiś czas wybuchałam śmiechem. Jeśli ktoś lubi absurdalny dowcip, nie może przegapić tej pozycji.

Autorką jest Noora Kunnas, córka słynnego pisarza i ilustratora Mauriego Kunnasa. Ilustracje do książki stworzyła jej siostra Jenna.

Tytuł oryginału: Kaheli sakki ja kauhujen kaappi
Ilustracje: Jenna Kunnas
Otava, 2015, s. 109

sobota, 18 kwietnia 2015

Aino Havukainen, Sami Toivonen, cykl "Tatu i Patu"

Tatu i Patu to bracia, którzy czasem zachowują się trochę dziwacznie. Nic w tym nadzwyczajnego, pochodzą w końcu z Cudakówki. Przeżywają najróżniejsze przygody, tworzą wynalazki, podróżują po całej Finlandii, a w jednej z książek dokładnie zwiedzają Helsinki. Pewnego razu, zaintrygowani tym, dokąd co rano spieszą się dorośli, lądują w urzędzie pracy. Chcieliby spróbować się w jakimś zawodzie, ale możliwości jest tyle, że trudno wybrać coś dla siebie. Pielęgniarka do rany przyłóż? Wyczesany fryzjer? Rolnik nie z tej ziemi? Tatu i Patu postanawiają wypróbować wszystkiego! 


W książeczce „Tatu i Patu w wirze pracy” zabawni braciszkowie występują w roli pomocników piekarza, fryzjera, dziennikarza, pielęgniarki, maszynisty, sekretarki, rolnika, sprzątaczki, stolarza, nauczyciela, muzyka i strażaka. Zdarzają im się najróżniejsze wypadki: ciasto nie chce urosnąć, choć dodali siedem paczek drożdży; w szpitalu dezynfekują całe ciało; Tatu zamierza wydoić pola i zasiać krowy, podczas gdy Patu będzie nawozić traktor. W książce jest sporo informacji na temat konkretnych zawodów, ale mali czytelnicy znajdą tu także grę planszową, komiksy albo odpowiedź na pytanie, po co w ogóle się pracuje i jak narodziły się poszczególne zawody.

Maluchom powinna przypaść do gustu także książka „Tatu, Patu i dziwne przyrządy”, w której zaprezentowano część ułatwiających życie wynalazków autorstwa pomysłowych braci. Do takich należy na przykład automat do czynności porannych (choć może należałoby go nazwać porannościownikiem) albo kask do roweru, w którym kask i rower tworzą genialną całość. Skuteczność tego wynalazku (dostępnego w wersjach do tandemu albo rowerka trójkołowego) najlepiej ocenić na świetnych ilustracjach autorstwa Aino Havukainen i Samiego Toivonena. A taka bańka pejzażowa? Wymarzona na szary dzień, kiedy miałoby się ochotę wyskoczyć na dno morza albo poczuć znów magię Bożego Narodzenia.



W czasach drastycznego zanikania kałuż przydatna jest także odpowiednia maszyna do ich tworzenia, a już prawdziwy hit to okulary wielofunkcyjne, zaopatrzone między innymi w poduszki ochronne, kalendarz albo parasol. A co, jeśli czytelnik zapragnie zrobić tatuaż lalce Barbie albo obciąć pchle paznokcie? Do małych zadań czasem potrzebna jest duża maszyna, którą nazwać możemy dłubajłem albo szczegółownicą. Inne wynalazki Tatu i Patu zapobiegną zgubieniu się w tłumie albo dostaniu się szamponu do oczu podczas mycia głowy. Nocą przyda się strach na strachy – odstraszacz, który można wykonać samodzielnie, a w ciągu dnia – gra w lodopiłkę, połączenie radości z uprawiania sportu z radością jedzenia lodów. Wyobraźnia braci nie zna granic!

Książki o Tatu i Patu doczekały się własnej notki w Wikipedii, przekładów na wiele języków obcych oraz m.in. nagrody Finlandia Junior, nagrody im. Rudolfa Koivu oraz Nagrody Literackiej Kaariny Helakisy.

Tytuł oryginalny: Tatu ja Patu työn touhussa
Tekst i ilustracje: Aino Havukainen i Sami Toivonen
wyd. Otava, 2006, 31 s.

Tytuł oryginalny: Tatun ja Patun oudot kojeet
Tekst i ilustracje: Aino Havukainen i Sami Toivonen
wyd. Otava, 2005, 31 s.



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Mika Waltari, Chiński kot. Baśnie i opowiastki 1928-1946

Po ukazaniu się „Chińskiego Kota” liczyłam na to, że w Polsce rozpocznie się nowy boom – na Waltariego jako autora baśni. Książka zyskała całkiem dobre recenzje, w czym na pewno duża zasługa fenomenalnych ilustracji Marii Ekier, ale do żadnego boomu nie doszło. A szkoda. Waltari jest mistrzem wszechstronnym i moim zdaniem również jako bajkopisarz zasługuje na grono fanów.


W baśniach i bajkach pisarza wszystko jest możliwe. Bohaterem może być, tradycyjnie, księżniczka lub książę, ale też słoń albo mrówka. Albo czerwone wiaderko. Bobry i krokodyle mogą się spotkać w tej samej rzece, niezależnie od tego, co ma na ten temat do powiedzenia szanowny pan krokodylolog. Mara nocna może przybrać postać ropuchy, na księżycu mogą mieszkać mrówki wielkości głowy. Można przedostać się na drugą stronę obrazu „Kraj Niebieskiego Światła” albo posłuchać konwersacji, jaką ciężarówka prowadzi z samochodem wyścigowym. Sztuka mówienia nie jest obca także zwierzętom, kwiatom ani, na przykład, butom. Muszę zresztą przyznać, że właśnie „Buty, które chodziły samopas” należą do moich ulubionych utworów i liczę na to, że kiedyś któryś z wydawców pokusi się o nabycie praw do polskiego przekładu.

Choć przetłumaczyć chciałoby się znacznie więcej. Również powiastkę o małym czarnym piesku, który po raz pierwszy obchodził Boże Narodzenie. Albo tę o bańkach mydlanych, w których widać najskrytsze marzenia tego, kto bańkę wydmuchał – on sam nie jest jednak w stanie ich ujrzeć. Albo baśń o mężczyźnie, który miał Złe Oko i sprawiał, że świat na który spoglądał, stawał się zimny i nieprzyjazny.

Świat Waltariego jest, wręcz przeciwnie, ciepły i dobry. Czasem melancholijny, czasem skłaniający do filozoficznych refleksji, zawsze – pełen niespodzianek. Taki jak sam jego twórca


Jednym z największych atutów lektury jest poczucie humoru Waltariego, co na pewno zauważyli czytelnicy „Chińskiego Kota”. Również w innych baśniach pisarz wodzi czytelnika za nos, porozumiewawczo puszcza oko, czasem skłania wręcz do wybuchu śmiechu. Nigdy nie jest złośliwy, ale często skłonny do przekomarzania się. Najczęściej ostrze satyry wymierza w samego siebie, choć po nosie dostaje się także, między innymi, księżniczce, która miała tajemniczy problem ze wzrokiem (we wszystkim widziała jakieś niedoróbki albo wręcz skazy).

Wielbiciele Waltariego również dzięki baśniom mają wgląd w jego życie prywatne. Występuje w nich bowiem Marjatta, żona Waltariego, oraz jego ukochana córeczka Satu. Nie wiem, na ile prawdziwy jest pies-maskotka Rax, ale powraca w baśniach co jakiś czas, wydaje się więc ważnym członkiem rodziny.

Muszę uczciwie zaznaczyć, że nie wszystkie baśnie są równie dobre; ta o księciu Indii i księżniczce z jego snów przyprawiła mnie o zgrzytanie zębami, choć raczej nie należę do zdeklarowanych feministek. W zbiorze znajduje się także kilka utworów o charakterze religijnym. Tak czy inaczej mnóstwo tu perełek, do których ma się ochotę wracać, niezależnie od wieku.

Tytuł oryginału: Kiinalainen kissa. Satuja ja tarinoita 1928-1946
Ilustracje: Samppa Lahdenperä
wyd. WSOY, 1983, 389 s.



sobota, 31 stycznia 2015

Tittamari Marttinen, „Moja rodzinka”

Nie wiem, czy podjęłabym się tłumaczenia tej książeczki. Już tytuł nastręcza trudności: „Ikioma perheeni” to coś więcej niż „moja rodzinka”. Więcej nawet niż „moja własna rodzinka”. Nie istnieje w języku polskim słowo „najwłaśniejsza”, a ono może najdokładniej oddałoby sens fińskiego odpowiednika.


Kto należy do owej rodzinki? Od razu pojawia się drugi problem – z głównym bohaterem nie wiadomo, czy jest bohaterem, czy raczej bohaterką. Odpowiedzi na pytanie o płeć nie daje ani tekst (to akurat w przypadku „bezpłciowego” języka fińskiego zrozumiałe), ani imię „Kuu” („księżyc”), ani nawet ilustracje. Kuu ma dwie mamy. Ma też brata, który ma z kolei dwóch tatusiów. A wkrótce do rodziny dołączy chomik, wymarzony prezent urodzinowy. 


Obawiam się, że w Polsce temat tęczowej rodziny wzbudziłby co najwyżej niezdrową sensację. Trudno mi uwierzyć, by ktoś mógł czytać tę książkę tak, jak książki zazwyczaj się czyta: dla jej walorów literackich. Tym bardziej, że jednym z bohaterów (bohaterek?) jest także Niki, transseksualista.

Temat rzadko spotykany nawet w Finlandii, w której tęczowe rodziny nie muszą się ukrywać przed resztą społeczeństwa. Autorce udało się stworzyć wiarygodny portret bohaterów, którzy, jak się okazują, mają zupełnie zwyczajne zwyczaje i upodobania.

Oto niewielki fragment tekstu w moim tłumaczeniu:

„Czasami koleżanki i koledzy pytają, jak to jest, gdy ma się dwie mamy. Moim zdaniem to zupełnie normalne. Mama i mamuś to moja rodzina.

Te same koleżanki i ci sami koledzy pytają, jak to jest, gdy się nie ma taty. Moim zdaniem to zupełnie bez czapy. Przecież mam tatę, który dał w prezencie ziarenko dzidzi, z którego wyrosłam w mamy brzuchu. Nie znam tego taty, ale to mnie nie martwi. Kiedy z jakiegoś powodu straszliwie potrzebuję towarzystwa taty, idę do Kimiego i rozmawiam z jego tatusiami, z jednym z nich albo z oboma naraz.”

Tytuł oryginału: „Ikioma perheeni”
Ilustracje; Aiju Salminen
wyd. Pieni Karhu, 2013, 43. s.

piątek, 16 stycznia 2015

Petra Heikkilä, „Zakręcona sprawa”

Ta niepozorna książeczka pozostaje w głowie na długo po przeczytaniu. Po raz pierwszy miałam ją w rękach kilka lat temu, fabułę (lub raczej: fabułkę) pamiętałam do dziś. Dziś książeczkę przeczytałam po raz kolejny i, tak, utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to rzecz godna przetłumaczenia. Aż dziwne, że jak dotąd została przetłumaczona wyłącznie na język japoński.


Główną bohaterkę nazwę Kruszynką Zakręconą. Choć może lepiej nadać jej imię Kapka Kręcońska? Albo Ociupinka Zakrętas? W każdym razie w dniu rozpoczęcia opowieści obchodzi imieniny i z tej okazji jej ogonek zakręca się z radości jeszcze bardziej niż zwykle. Otrzyma oczywiście prezenty: kredki i zeszyt w kształcie serduszka, a także świnkę skarbonkę. Tak się jednak składa, że rodzice Kruszynki zaczynają się kłócić. Tak bardzo, że jej ogonek ze smutku zupełnie się rozprostowuje i nie pomaga nawet zawiązywanie go w supeł. Zresztą z całym domem dzieje się coś niedobrego: rozrasta się. Stół się wydłuża, wydłuża się kanapa, łóżko rośnie tak, że Kruszynka nie może się przytulić ani do mamy, ani do taty, którzy zresztą pospadali na podłogę...

Chyba nie ma rodziny, w której nie dochodzi czasem do kłótni. W oczach wrażliwego dziecka sprzeczki między rodzicami mogą jednak urastać do rangi poważnego problemu. Powtarzające się scysje to, wbrew tytułowi, znacznie więcej niż „zakręcona sprawa”. Petra Heikkilä i jako pisarka, i jako ilustratorka świetnie oddaje stany duszy małej świnki, która musi się zmierzyć z lodowatą atmosferą rodzinnego domu. Na szczęście wszystko kończy się szczęśliwie. Kłótnie zostają zażegnane, a dom powraca do zwykłych rozmiarów. A ogonek? Wiadomo, na maksa zakręcony!

Tytuł oryginału: Kimurantti juttu
wyd. WSOY, 2005, 24 s. 

niedziela, 11 stycznia 2015

Kristiina Louhi, cykl o Aino oraz cykl o Tomppie

Pojawiło się na blogu kilka książek dla przedszkolaków, parę książek dla dzieci w wieku szkolnym, dwie powieści młodzieżowe... A co z literaturą dla najmłodszych czytelników? Jakie książki kochają maluchy, które nie potrafią się jeszcze skupić na skomplikowanych fabułach? Od czego rozpocząć przygodę z literaturą?


Moja propozycja brzmi: Kristiina Louhi i powinna spotkać się z aprobatą Finów wielu pokoleń. Kreska tej  wielokrotnie nagradzanej ilustratorki znana jest również polskim czytelnikom dzięki wydanej u nas książce obrazkowej „Dziewczynka i drzewo kawek” autorstwa Riitty Jalonen (wyd. Tatarak). W seriach o dziewczynce Aino i chłopcu o imieniu Tomppa Louhi sprawdza się w dwóch rolach: ilustratorki i autorki.

Cykl o Tomppie powstaje od roku 1993 i liczy w tej chwili kilkanaście książeczek. Parę z nich zostało przetłumaczonych na język duński, japoński, niderlandzki, szwedzki i węgierski. Oto kilka tytułów: „Nasz Tomppa” („Meidän Tomppa”, 1993), „Tomppa jedzie do babci” („Tomppa ja mummolan yö, 1995), „Szybciej, Tomppa!” („Tomppa vauhdissa”, 1998), „Tomppa i doktor Ucho” („Tomppa ja tohtori Korva, 2013)


Cykl książeczek o Tomppie (w polskim tłumaczeniu można mu zmienić imię na mniej egzotyczne, np. Tomi lub Timo albo po prostu Tomek) jest przeznaczony dla najmłodszych czytelników – tych, którzy dopiero się uczą świata: zakładania butów, naśladowania odgłosów zwierząt, zabaw z rówieśnikami. Książeczki o Tomppie mają wszystkie te walory, które rodzice i krytycy wymieniają, oceniając serię o Maksie wydawnictwa Zakamarki. Są ładne, dowcipne, nieszablonowe, świetnie nadają się do czytania młodszemu rodzeństwu przez starsze (krótkie zdania, łatwy język). Zaletą serii jest również przyjazny format oraz – rzecz pierwszej wagi – urzekające, ciepłe, jedyne w swoim rodzaju ilustracje. Co ważne, książeczki o Tomppie nie są przesłodzone ani przesadnie dydaktyczne. Główny bohater psoci tak samo jak wszystkie dzieci w wieku przedszkolnym (i młodsze): nie chce iść spać, kiedy jest późno ani jeść kaszy na śniadanie. Zdarza mu się wyrywać zabawki z rąk koleżanki, gryźć buty taty albo wskoczyć w ubraniach do balii z wodą.

Tytułowemu bohaterowi w codziennych zabawach najczęściej towarzyszą ulubione zabawki: robak o imieniu Martti, Prosiaczek, Myszopies i pluszowy kotek Kii. Doniosłą rolę odgrywają oczywiście rodzice, a czasem pojawiają się także inne osoby dorosłe: dziadkowie, pani przedszkolanka, kuzynostwo. Tomppa ma także własnych znajomych: Leenę, która wraz z nim świętuje jego pierwsze urodziny oraz koleżanki i kolegów z przedszkolnej grupy Mruczaki.

Fabuła książeczek jest prosta, a świat doznań głównego bohatera musi być bliski światu małoletnich czytelników. Opisane sytuacje mają miejsce w życiu każdego malucha. Należą do nich m.in. „wyprawa” wózkiem na plac zabaw, przeziębienie, dzień w przedszkolu, wizyta u babci... Małemu czytelnikowi (lub raczej: słuchaczowi i widzowi) bliskie będą także uczucia, które są udziałem Tomppy: tęsknota za mamą, strach przed tym, co nowe i zbyt duże (może to być na przykład traktor), ale też radość z poznawania świata. W życiu dziecka każdy drobiazg może urosnąć do rangi skarbu. Radość budzi zjedzona na targu marchewka, biedronka, która nagle ląduje na rękawie, kura napotkana podczas spaceru z tatą albo fakt, że można się ukryć przed mamą na przykład za zasłoną...


Pierwszy chronologicznie jest jednak cykl o dziewczynce o imieniu Aino. Powstawał w latach 1984 – 1996 i liczy jedenaście pozycji, z których trzy („Razem z Aino”, „Aino i Chłopiec Mróz” oraz „Mała dziewczynka Aino” ) doczekały się tłumaczeń na siedem języków: angielski, niemiecki, norweski, szwedzki, duński, farerski i islandzki.

Seria książeczek o Aino urzeka ciepłymi ilustracjami, przyjaznymi bohaterami i prostotą doprawioną subtelnym dowcipem. Tytułowa bohaterka cyklu ma starszego brata o imieniu Veikka, kolegę Oula, ulubioną lalkę Mimmi, a odkąd kończy trzy lata – również młodszego braciszka. Na przestrzeni lat Aino zmienia się. Kiedy ją poznajemy, korzysta jeszcze z nocnika i zazdrości starszemu bratu, który chodzi do szkoły, z kolei w najnowszym tomiku ma już siedem lat i sama staje się uczennicą. Poszczególne książeczki przedstawiają Aino w najróżniejszych sytuacjach: podczas podróży, na urodzinach kolegi, w szkole... najczęściej jednak scenerią wydarzeń jest dom lub najbliższe otoczenie. Aino musi się zmierzyć z problemami na miarę swojego wieku. Przeżywa pierwsze porażki podczas nauki jazdy na łyżwach, jako właścicielka własnego pokoju musi oswoić się z samotnością, a kiedy mama zachodzi w ciążę, a potem w domu pojawia się płaczące niemowlę – Aino musi poradzić sobie także z uczuciami niepewności, zazdrości i strachu przed odrzuceniem. Z czasem pojawiają się przed nią nowe wyzwania: siedmioletnia Aino coraz częściej pomaga rodzicom w opiece nad młodszym bratem, a gdy w rodzinie pojawia się kot o imieniu Tygrys, opiekuje się także zwierzątkiem.


Dzięki temu, że bohaterami książeczki jest także rodzeństwo Aino, książeczki z tego cyklu mogą być interesujące dla czytelników w dużym przedziale wiekowym, od rocznych brzdąców do siedmio- ośmiolatków. Ważne są jednak nie tylko uczucia dzieci. W jednym z tomików to mama Aino staje się główną bohaterką: znużona codziennością, cierpiąca z powodu bólu głowy, zniecierpliwiona... Wszystko kończy się oczywiście szczęśliwie, dzięki pomocy najpierw Veikki, a potem taty, ważne jest jednak pokazanie małoletnim czytelnikom, że także rodzicom zdarzają się gorsze dni. Nawet mama ma prawo do tego, by być zniecierpliwiona. Ma także prawo do przyjemności – tego uczy dziewczynkę tata. Tak dzieje się w książeczce „Aino też chce”, której fabułą jest wyjście mamy do teatru oraz Aino na urodziny przyjaciela. Gdy Aino widzi mamę następnego dnia rano, nie może się nadziwić: „Tata mówi, że ludzie muszą świętować, żeby sobie odpocząć, ale moim zdaniem mama wygląda dzisiaj na bardzo zmęczoną” – myśli.


Na książeczkach o Aino i Tomppie, z roku na rok wznawianych, wychowują się kolejne pokolenia Finów. Nie mam wątpliwości, że na tę lekturę znajdą się chętni także w Polsce.
 



sobota, 3 stycznia 2015

Maisa Tonteri i Virpi Talvitie, „Dwa gniazda Wiewiórki Wiórki”

Nie znam polskiego tytułu, który mógłby przyjść z pomocą dzieciom przedszkolnym z rodzin rozbitych. Jeśli taki się ukazał, proszę o informację w komentarzach. Może dlatego, że w naszym „katolickim” kraju rozwód wciąż uznawany jest za najgorsze zło? W Finlandii tymczasem i rozwody wydają się bardziej na porządku dziennym, i książki, które taką tematykę podejmują. Do najlepiej udanych prób należy moim zdaniem owoc współpracy pisarki Maisy Tonteri oraz ilustratorki Virpi Talvitie – „Dwa gniazda Wiewiórki Wiórki”. Jest to książeczka obrazkowa, do przeczytania w parę minut, do oglądania, ile dusza zapragnie, i, chyba przede wszystkim, do długich rozmów.


Z Wiewiórką Wiórką może się utożsamić każde dziecko, którego rodzice postanowili się rozejść. A także takie, którego rodzice nie potrafią ze sobą rozmawiać, zamiast tego – kłócą się, wylewają na siebie swe żale, obrażają. Tak robią właśnie mama wiewiórka i tata wiewiórka, ku zmartwieniu także innych mieszkańców lasu. Zające reagują na ich sceny strachem, niedźwiedź – bólem głowy, nawet kret ucieka coraz głębiej pod ziemię, a lis poucza młode, że takie zachowanie nie przystoi dobrze wychowanym zwierzętom. Z pomocą, jak to w lesie bywa, przychodzi „mądra sowa”. To ona postanawia, że dwie dorosłe wiewiórki, które nie umieją mieszkać w jednym gnieździe, powinny się rozstać. Ale pojawia się problem, co z Wiewiórką Wiórką. Nie zrezygnuje przecież ani z mamy, ani z taty? Rodzice najpierw wyrywają ją sobie, potem pozostawiają wolny wybór, ale ten wcale nie należy do łatwych. Wiórka może także zamieszkać z zającami, u lisów, z niedźwiedziem albo w rodzinie kretów. A może zechce przenieść się do hamaku, który wisiałby pomiędzy nowym gniazdem mamy i gniazdem taty? Wyjść z sytuacji jest wiele, wiewiórki w końcu odnajdują takie, które zadowoli wszystkich, A wówczas nawet kuna nie będzie stanowić zagrożenia!

Wielkim walorem książeczki są prześliczne, oryginalne ilustracje Virpi Talvitie. Polski czytelnik niedługo pozna jej kreskę dzięki wydawnictwu Eneduerabe (o „Huśtawce” Tima Parveli na pewno jeszcze napiszę). Tekst jest krótki, ale napisany bogatym językiem, a co najważniejsze – stanowi świetny pretekst do rozmów na trudny temat. Nie tylko dla wiewiórek planujących rozwód!

Tytuł oryginału: Okko Oravan kaksi pesää
wyd. Lasten Keskus, 2011, 24 s.