środa, 30 sierpnia 2017

Riina Katajavuori, Salla Savolainen, Chodźmy wreszcie do sąsiadów

Ta książka jest tak świeża, że nie zdążyła jeszcze trafić do księgarń. Dziś właśnie, w przedostatni dzień sierpnia, mieliśmy przyjemność uczestniczyć w przyjęciu promocyjnym zorganizowanym przez wydawnictwo Tammi. Razem z nami w imprezie więły udział inne rodziny, które trafiły do tej niezwykłej książki. Autorkami są pisarka Riina Katajavuori oraz ilustratorka Salla Savolainen. O dziecięcy punkt widzenia zadbała Vellamo, ośmioletnia córka Riiny. Ta trójka w ciągu bieżącego roku odwiedziła osiemnaście rodzin mieszkających na terenie aglomeracji Helsinek. Wśród gospodarzy znaleźli się przedstawiciele m.in. Jemenu, USA, Rosji, Filipin, Etiopii… Polskę zaprezentowałyśmy my z córką.


”Ludzie są całkiem fajni, jeśli ma się odwagę ich poznać – stwierdza Vellamo. – I chyba nie ma większego znaczenia, kto skąd przyjechał”.




Różnice oczywiście czasem widać. W rzadko którym domu stoi prawdziwy tron – jak w salonie pewnej ghańskiej rodziny. Tata piętnastoletniego Eugenego jest bowiem królem mieszkających w Helsinkach przedstawicieli plemienia Akan. I zapewne rzadko która fińska kuchnia jest wyposażona we własną miniświątynię – jak ma to miejsce w nepalskiej rodzinie Karuny. W domach tytułowych sąsiadów podaje się egzotyczne potrawy, w powietrzu unoszą się zapachy inne niż w typowym fińskim mieszkaniu. Ale z drugiej strony – Edna o etiopskich korzeniach nosi kapcie z wizerunkami Frozen, Vy z Wietnamu uwielbia bawić się klockami Lego, a Livija, która ma mamę Łotyszkę i tatę Włocha, wieczorami gra z bratem w Monopol…

Dla dziecięcych bohaterów tej książki oczywiste jest posługiwanie się przynajmniej dwoma językami, a wspomniana już Karuna mówi nie tylko po fińsku i nepalsku, lecz także po angielsku, w języku hindi i trochę po francusku. Czasem kwestie lingwistyczne są dość skomplikowane; potrzeba diagramu, by wyjaśnić, kto w jakim języku zwraca się do kogo w grecko-brazylijskiej rodzinie Niny i Sofii. Z diagramu wynika, że jedynym członkiem rodziny, do którego wszyscy mówią tylko i wyłącznie po portugalsku, jest pies Krystal.

Na rozkładówce poświęconej polsko-fińskiej rodzinie jest mowa oczywiście także o naszym sznaucerze miniaturce, który szczeka tylko na dźwięk dzwonka do drzwi. Padają różne formy imienia Mordy, a także wyjaśnienie, dlaczego ma teraz przydługie futro.

Pojawiają się rzecz jasna także poważniejsze tematy. Niektóre z dzieci mają za sobą miesiące spędzone w ośrodkach dla uchodźców. Ahmed z Iraku wciąż jeszcze się wzdraga na dźwięk hałasów dochodzących np. z placu budowy. Ale takie kwestie padają raptem w zdaniu, jednym, może dwóch. Również dlatego ufam, że dla rodziców czytającym swym dzieciom ”Chodźmy wreszcie do sąsiadów” ta lektura stanie się pretekstem do prowadzenia rozmów na dziesiątki inspirujących tematów. Czytelnicy znajdą w niej też przepis na islandzkie ciasteczka mamy Leóny, informację o tym, co różni sambosę somalijską od indyjskiej albo arabskie przysłowie o cierpliwości. Każdy z tekstów oprócz narracji prowadzonej przez Vellamo albo jedno z ”sąsiedzkich” dzieci zawiera nietypowe informacje o kraju, który reprezentuje dana rodzina. Czy wiecie na przykład, ile czasu zajmuje etiopskiej mamie zaplecenie córeczce warkoczyków? Skąd się wzięła nazwa Filipin? Albo jak Rosjanie przezywają Białorusinów?

Wielokulturowość to temat ważny i zawsze aktualny. To, że polska polityka imigracyjna różni się od fińskiej nie zmienia faktu, że ta książka z pewnością zainteresuje czytelników niezależnie od miejsca zamieszkania. Jestem przekonana, że w przeciwieństwie do pierwszej wspólnej książki Katajavuori i Savolainen (”Chodźmy już do domu” z roku 2007 – też świetna), która została przetłumaczona tylko na język niemiecki, ta pozycja doczeka się wielu, wielu przekładów. Oby także na język polski.

Tekst: Riina Katajavuori, 
Ilustracje: Salla Savolainen
Tytuł oryginału: Mennään jo naapuriin
Wyd. Tammi 2017, s. 44

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz